wtorek, 29 stycznia 2013

MUFFINY CROQUE MADAME.

Lubię wykwintne, trochę inne śniadania niż w ciągu tygodnia. Nawet lubię je bardzo, ale bardzo często przegrywają z moją niemożnością oderwania głowy od poduszki, zwłaszcza w sobotę. W niedzielę zazwyczaj jest troszkę lepiej, lecz tylko odrobinkę. Ale naprawdę zdarza mi się, choć nieczęsto, zerwać w weekend wcześnie rano aby uformować bułeczki lub wyprodukować na śniadanie jakieś inne pyszności. Zazwyczaj motywuje mnie do tego zobaczony gdzieś przepis, częściej zdjęcie jakieś śniadaniowej potrawy lub pieczywa. W tym przypadku te śniadaniowe muffiny zobaczyłam w programie Rachel Khoo i nie mogłam o nich zapomnieć. Miałam je ciągle " w tyle głowy", aż podjęłam decyzję że w ten weekend je wyczaruje. I wiecie co, teraz nie mogę się doczekać soboty, bo były takie dobre, tylko żebym dała radę podnieść się z łóżka



MUFFINY CROQUE MADAME
przepis z programu Rachel Khoo THE LITTLE PARIS KITCHEN

6 kromek chleba tostowego
6 plasterków boczku wędzonego lub dowolnej szynki
6 małych jajek
mały kawałek sera żółtego, ja użyłam cheddara
łyżka masła
łyżka mąki
200 ml mleka
szczypta gałki muszkatołowej
sól
pieprz
roztopione masło do posmarowania kromek


Piekarnik nagrzać na 180 stopni C. W tym czasie pozbawić wszystkie kromki skórek, a następnie rozwałkować każdą kromkę do połowy jej grubości. Roztopionym masłem wysmarować z każdej strony i umieścić w formie do pieczenia muffinek. W każdym zagłębieniu umieścić plaster boczku i wbić jajko. Jeśli jajko będzie większe nie wbijać całości jajka, tylko żółtko i troszeczkę białka. W rondelku rozpuścić masło, a gdy będzie płynne wrzucić łyżkę mąki i mieszać do dokładnego połączenia. Następnie stopniowo wlewać mleko, ciągle mieszając (najlepiej trzepaczką). Chwilę pogotować, a gdy zgęstnieje doprawić gałką, solą oraz pieprzem. Tak przygotowany sos beszamelowy ułożyć na każdy muffinie. Całość posypać startym serem. Zapiekać 15 minut, jeśli lubimy nie końca ścięte żółtko, w innym przypadku 20 minut.
SMACZNEGO!!!



niedziela, 27 stycznia 2013

NALEŚNIKI.

Większości osób naleśniki kojarzą się jako danie obiadowe, serwowane na słodko z dżemem, oprószone cukrem pudrem lub podawane wytrawnie z dodatkiem mięsa lub szpinaku. Ze mną było podobnie, dopóki nie trafiłam na zdjęcitego tortu. Moje wyobrażenia na temat tych cienkich placków i możliwości ich wykorzystania zmieniły się całkowicie. I nic już nie mogło mnie powstrzymać przed wylądowaniem w kuchni, chwyceniem za patelnię i usmażeniem wielkiej porcji naleśników, które potem wykorzystałam do zrobienia tortu. Ale tort już nie długo, a Was zostawiam z naleśnikami.



NALEŚNIKI
20 sztuk o średnicy 18 cm

6 jajek 
240 g mleka
125 g śmietany kremówki 30%
160 g mąki pszennej
45 g cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
szczypta soli
czubata łyżka rozpuszczonego masła do smarowania patelni

Wszystkie składniki umieścić w misce i dokładnie zmiksować. Rozgrzaną patelnię smarować rozpuszczonym masłem. Wlewać małą ilość ciasta i obracając patelnią rozprowadzać je na całej powierzchni. Gdy zrumienią się z jednej strony, za pomocą szpachtelki obracać na druga stronę.  Gdy druga strona stanie się zrumieniona zsuwać z patelni na talerz. Czynność powtarzać do czasu wykorzystania całej ilości ciasta. Podawać ciepłe z dżemem najlepiej domowej roboty lub odłożyć i wykorzystać w przepisie który podam w następnej kolejności. Można także ciasto przyrządzić bez dodatku cukru i naleśniki podawać w formie wytrawnej. SMACZNEGO!!!




piątek, 25 stycznia 2013

SAŁATKA ZE SZPINAKIEM NA CIEPŁO.

Poniższa sałatka powstała pod wpływem chwili i mojej nagłej chęci zjedzenia jakiegoś warzywa. A że w lodówce zalegał szpinak, resztki pieczarek i bezsmakowe (bo nie letnie) pomidorki koktajlowe wszystko wylądowało na patelni. Może nie jest do końca zdrowa, przez to że wszystko podsmażyłam uprzednio na maśle, ale myślę że ten fakt wynagradza smak.


SAŁATKA ZE SZPINAKIEM NA CIEPŁO
2 porcje

150 g świeżego szpinaku
5 brązowych pieczarek
kilka pomidorków koktajlowych
1 ząbek czosnku
masło 
sól
świeżo zmielony pieprz



Rozgrzać patelnię z łyżką masła. Czosnek pokroić w cienkie plasterki i wrzucić na patelnię. Chwilę podsmażyć uważając aby się nie przypalił. Po chwili dodać pokrojone w plastry pieczarki. Smażyć kilka minut i na patelnię dołożyć umyty wcześniej szpinak. Gdy szpinak opadnie dorzucić przekrojone na pół pomidorki koktajlowe. Gdy pomidorki zrobią się ciepłe, patelnię zdjąć z ognia i doprawić solą oraz świeżo zmielonym pieprzem. Sałatkę podawać ciepłą.
SMACZNEGO!!!



środa, 23 stycznia 2013

DARK RESTAURANT.

Czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić wszechogarniającą, nieprzeniknioną ciemność ? Raczej nie, trzeba to poczuć na własnej skórze. Ciemność powodująca brak poczucia przestrzeni, nie taką widzianą w nocy, gdy rozświetlają ją latarnie lub gwiazdy. Jest to bardzo dziwne, gdy wchodzisz do pomieszczenia i nagle widzisz, a raczej nie widzisz już nic. Wydaje ci się, że znajdujesz się w jakimś tunelu w którym nagle ściany zaczynają przesuwać się w twoją stronę i zmniejszać przydzieloną ci przestrzeń. Ale za to zaczynasz słyszeć więcej (możliwe że to przez to, że nagle wszyscy współtowarzysze zaczynają mówić podniesionym głosem) i czuć więcej. Zmysły szaleją, bo nagle muszą zastąpić jeden z najważniejszych - wzrok. I w takiej atmosferze, ciemności i dezorientacji warto polegać na smaku, zwłaszcza jeśli znajdujemy się w restauracji. Taką oto przygodę przeżyliśmy ostatnio razem z grupą Wielkopolskich Blogerów w poznańskiej DARK RESTAURANT, dzięki uprzejmości właściciela oraz obrotności naszej koleżanki Moniki z PIN UP COOKING LOOKING.


Ale może od początku. Poznańska Dark Resturant jest jedną a czternastu na świecie restauracji tego typu, czyli takiej w której dania spożywa się w całkowitej ciemności. Najbliższe znajdują się w Berlinie oraz Pradze. Każda ma jednak swój niepowtarzalny sposób na serwowanie dań. W poznańskiej tak naprawdę nie wiesz co znajdzie się na twym talerzu. Podajesz tylko wytyczne czego na pewno nie zjesz i na co jesteś uczulony, resztę wybiera za ciebie szef kuchni i uwzględniając twoje preferencje wyczarowuje dania. Do wyboru jest kilka zestawów. My mieliśmy do wyboru dwa: MOOD lub BIZZARE. Część osób zdecydowała się na Bizzare, a zaznaczam że jest to zestaw dla hardcorowców :)))). Ja także po długim zastanawianiu się podjęłam odważną decyzję, która była trudna ze względu na obejrzenie wcześniej grafik w Google pod hasłem Bizzare. I powiem Wam, że w ogóle nie żałuję. Choć przerażała mnie myśl, że na moim talerzu wylądują jakieś karaczany lub inne robale, stwierdziłam że nie lubię potem żałować że czegoś nie zrobiłam i podjęłam wyzwanie. I bardzo się cieszę z tego faktu. Choć gdy w ciemności wylądowała przed mną przystawka moja odwaga opuściła mnie na chwilę, zwłaszcza gdy wymacałam na talerzu coś niezidentyfikowanego, jak mi się wtedy wydawało. Bo naprawdę w totalnej ciemności wyobraźnia płata figle i zwykły kapar wydaje się nie wiadomo czym. Także powiedziawszy sobie, że przyszłam tu po to aby wszystkiego spróbować, skosztowałam "niewiadomo czego" i jakie było moje zdziwienie że to tylko kapar. Naprawdę bardzo fajne jest uczucie gdy jesz potrawę której nie widzisz i rozpoznajesz dany smak. Oprócz przytoczonego wcześniej kapara na moim talerzu ulokowane były tosty z musem z wątróbek gęsich z dodatkiem (o zgrozo!!!) mózgu wieprzowego i to wszystko zwieńczone konfiturą z czerwonej cebuli z octem balsamicznym. W sumie nikt z nas nie rozpoznał, że w składzie znajduje się ów mózg, przeważające w smaku były wątróbki.


Danie główne natomiast było bycze, dosłownie ponieważ zaserwowano nam bycze jądra w tempurze na bananach smażonych z czosnkiem i do tego soczewica z miętą. No i tu moja wyobraźnia także mnie nie zawiodła, bo wyobraźcie sobie że dotykacie kawałków banana w ciemności, wrrrr. Dopiero próbując, po małej walce z sobą, stwierdziłam że to banan i czosnek. Nie omieszkałam także spróbować robaków (!!!),a  dokładnie larw mącznika młynarka z talerza koleżanki, która także zdecydowała się na zestaw Bizzare. I mogę  Wam powiedzieć z ręką na sercu, że robale wcale nie są takie złe jak nam się wydaje.
Po zjedzonym posiłku zostaliśmy przestransportowani za pomocą ramienia pana kelnera z noktowizorem do oświetlonej sali. Tam mieliśmy spotkanie z szefem kuchni Radkiem Nejmanem oraz jego ekipą i możliwość zgadywania menu. Chyba poszło nam całkiem nieźle.
Także podsumowując tą naszą przygodę, powiem Wam że było naprawdę warto doświadczyć czegoś takiego i zdecydować się na Bizzara. Bo tak naprawdę gdybym była w restauracji i miała bym się sama zdecydować na mózgi, bycze jądra czy robaczki pewnie bym tych dań nie spróbowała. A tak mam to za sobą i przekonanie, że jeśli chodzi o kuchnie to nie ma się co nastawiać, że się czegoś nie lubi lub nie zje bo jest robakiem. Tak naprawdę wszystko siedzi w głowie i wydaje mi się że przy dobrym nastawieniu (i nie widzeniu co się je) można zjeść naprawdę wszystko, no dobrze może prawie wszystko. A i nie zraźcie się daniami które ja jadła, jeśli nie macie ochoty na eksperymenty wystarczy zamówić inny zestaw, tam na pewno robali nie będzie. I może jeszcze Wam poradzę, że nie ma co jeść sztućcami, ponieważ jest to dość trudne w ciemnościach, na stole stoją miseczki z wodą w której można umyć ręce. Warto także wybrać się duża ekipą, ponieważ fajnie się rozmawiam (a raczej krzyczy) gdy obok siedzi dużo osób. Na koniec dziękuję właścicielowi, Monice i wszystkim towarzyszą, jak zawsze bardzo miło było z Wami spędzić ten wieczór w takim miejscu.
TOP